Wyjść poza strefę komfortu. Studenci UJ CM zaangażowani w pomoc bezdomnym


Na krakowskich Plantach, w noclegowniach i pustostanach – Anna, Gabriela, Paweł i Mateusz – studenci UJ CM, wolontariusze fundacji „Przystań Medyczna” – udzielają pomocy medycznej ludziom bezdomnym. Poświęcają swój czas, bo wierzą, że mogą pomóc. Pomagają, bo chcą.


O stowarzyszeniu „Przystań Medyczna” dowiedziałam się w 2017 roku podczas organizowanej na Rynku Głównym w Krakowie Wigilii dla bezdomnych i potrzebujących. W tym dniu działał również Specjalistyczny Szpital Polowy, w którego organizację byłam zaangażowana – wspomina Anna Kołodziej, studentka II roku studiów II stopnia na kierunku pielęgniarstwo. – Tam właśnie poznałam wolontariuszy z „Przystani”. Zainspirowało mnie to, co robią i postanowiłam do nich dołączyć. I tak w kwietniu 2018 roku zostałam wolontariuszką.

„Przystań Medyczna” została utworzona w 2017 roku w Krakowie, a jej celem jest pomoc medyczna dla osób bezdomnych, ubogich i społecznie wykluczonych, uznając nadrzędną rolę zdrowia w powrocie do życia w społeczności – czytamy na stronie fundacji. Jednym z jej założycieli był Mateusz Gajda, dziś student VI roku medycyny, wiceprezes zarządu stowarzyszenia. – „Przystań” powstała z potrzeby wyjścia do bezdomnych, do tych, do których nikt nie dociera z pomocą – wyjaśnia. – Szybko okazało się, że jest to bardzo potrzebne, bo bezdomność uliczna jest niczym ziemia niczyja. Zdaniem Mateusza każdy student medycyny powinien dotknąć tej rzeczywistości, ponieważ obraz osób bezdomnych, jaki kreuje świat, jest diametralnie inny od tego, z czym wolontariusze fundacji spotykają się na co dzień. – To ludzie, którzy przeżywają kryzys, a z nim bardzo trudno poradzić sobie samemu – mówi. – W takiej sytuacji trudno myśleć racjonalnie, potrzebny jest przewodnik i wsparcie. My staramy się to wsparcie zapewnić.

Osobom w kryzysie bezdomności zaczął pomagać w marcu 2017 roku, jeszcze przed oficjalnym zarejestrowaniem „Przystani”. – Zbieraliśmy się na ławce na krakowskich Plantach z dużym plecakiem medycznym, zaopatrywaliśmy rany, udzielaliśmy konsultacji medycznych – wspomina. – Pomagaliśmy i dalej pomagamy każdemu potrzebującemu, który się do nas zgłosi. Teraz jest nieco lepiej, ponieważ udało nam się pozyskać ambulans, dzięki któremu wreszcie możemy zapewnić komfortowe warunki naszym podopiecznym.

Oprócz stałych wyjazdów na Planty w środy i niedziele, wolontariusze „Przystani Medycznej” zapewniają pomoc medyczną w dwóch krakowskich noclegowniach, w poniedziałki towarzyszą Straży Miejskiej w wyjazdach do pustostanów, zaangażowali się w tegoroczną edycję „Akcji Zima”. Na tyle, na ile to możliwe starają się również reagować na telefony z prośbą o pomoc i organizują wyjazdy interwencyjne.

Paweł Pasieka – student IV roku medycyny – podobnie jak Mateusz, bywał na Plantach jeszcze przed powstaniem fundacji. – Wybrałem się na pierwszy dyżur i cóż, zostałem na dłużej – mówi krótko. Praca z bezdomnymi to dla niego możliwość nieco innego spojrzenia na przyszłą pracę. Przyznaje, że czasami na Plantach czuje się bliżej medycyny niż na nowoczesnym bloku operacyjnym. – W końcu o to tak naprawdę chodzi, o pomoc potrzebującym, niezależnie od ich majątku czy pochodzenia.

Dla Gabrieli Kuczyńskiej, studentki V roku medycyny, temat pomocy bezdomnym nie jest nowy – spotkała się z nim jako wolontariuszka jakieś trzy lata temu. Od roku zaangażowana jest w działalność „Przystani Medycznej”, a także Stowarzyszenia MISEVI Polska. – Decyzja o pracy z bezdomnymi to była przede wszystkim decyzja o opuszczeniu własnej strefy komfortu. Przełamanie własnych oporów, czasami uczucia obrzydzenia pojawiającego się ze względu na nieprzyjemny zapach, brud. To nie jest łatwa sprawa – przyznaje. – Ludzie, których spotykamy podczas naszych dyżurów bywają bardzo bezpośredni, a ich zachowanie czasem wykracza poza normy, według których na co dzień żyje większość z nas. W jej pamięci najbardziej zapisują się ci, którzy przez dłuższy czas regularnie korzystali z pomocy wolontariuszy. Z czasem poznawała ich lepiej. – Ważny jest ten moment, gdy bezdomny przestaje być dla nas anonimowy, staje się kimś z własną historią i bardzo konkretnymi problemami – mówi. I dodaje: Jedną z moich pierwszych pacjentek była pani, która uciekając przez płot z działki, na której spała, nabiła się udem na jeden ze słupków. Miała głęboką ranę kłutą na udzie. Zgłosiła się do nas z dość sporym opóźnieniem. Nigdy wcześniej nie widziałam tak zaniedbanej rany, w takim stanie, że wymagała opracowania chirurgicznego. Było to moje pierwsze tak mocne zetknięcie z realiami życia bez domu: brak możliwości umycia, zmiany opatrunku, uprania ubrań, miejsca do spania. Brak poczucia jakiegokolwiek bezpieczeństwa i stabilności.

Z podobną sytuacją spotkała się Anna na swoim pierwszym dyżurze w „Przystani”. – To był jednocześnie dzień, w którym podpisałam umowę o wolontariacie. Miałam tylko pójść na chwilę i zobaczyć, jak wygląda praca na Plantach. Los potoczył się trochę inaczej i zostałam do końca dyżuru. Do wolontariuszy zgłosił się wówczas pacjent z bardzo zaniedbaną raną, w której zadomowiły się larwy. – Dla mnie to było coś zupełnie nowego, ale doświadczeni wolontariusze, którzy byli wtedy ze mną, zachowywali się jakby takie sytuacje były na porządku dziennym – wspomina. – Po skończonym dyżurze powiedzieli jednak, że takie przypadki nie zdarzają się często, i przyznali, że miałam wyjątkowo trudny „chrzest bojowy”. Zastanawiali się nawet, czy wrócę na Planty. Ale dla mnie to była jeszcze większa motywacja do tego, żeby przychodzić i pomagać, bo zobaczyłam, jak bardzo ci ludzie tej pomocy potrzebują.

Byłem wtedy na drugim roku, przed jakimikolwiek praktykami w klinice, na chirurgii – Paweł wspomina jak po raz pierwszy zakładał opatrunek. – Z perspektywy czasu wiem, że to był banalny przypadek, jednak do dziś nie zapomnę, jak drżały mi ręce – trochę ze stresu, trochę z podekscytowania, że w końcu komuś realnie pomagam. Wiele opowieści, które usłyszał od swoich pacjentów zapadło mu głęboko w pamięć, nieraz bardziej od tych momentów, kiedy zaopatrywał nawet bardzo poważne rany. – One czasem szokują, nie wiadomo, jak na nie zareagować, co odpowiedzieć – mówi. – Słuchanie o biedzie i cierpieniu, o przeżyciach ludzi, którzy mieszkają na ulicy, po której codziennie chodzę na uczelnię – to bardzo zmieniło sposób, w jaki patrzę na życie. I na własne problemy – dodaje.

Jego odczucia podziela Gabriela: Bezdomność jest dla mnie czymś niezrozumiałym. Mimo że spotykam się z wieloma bezdomnymi ich świat, wartości i problemy zawsze będą dla mnie zagadką. Podobnie jak Piotr, mijając tych ludzi na ulicy, nie wiedziała za bardzo, jak się zachować, gdy zwracali się do niej o pomoc. Wiedziała, że chce pomóc, ale sensownie. Dlatego właśnie zdecydowała się na współpracę z „Przystanią”. – Praca na Plantach uczy mnie, czym jest odpowiedzialna pomoc. Jesteśmy z tymi ludźmi w ich biedzie i jesteśmy gotowi pomóc im w wyjściu z niej, gdy poczują, że są na to gotowi.

Największym zaskoczeniem dla Mateusza na początku działalności fundacji było to, jak wielu jest potrzebujących – podczas jednego z pierwszych „dyżurów” w ciągu 3 godzin pomogli 30 osobom. Często myśli o tych wszystkich, którym mogą pomóc jedynie doraźnie, ponieważ z uwagi na brak ubezpieczenia nie przyjmie ich żadna poradnia ani SOR. – Bardzo trudno jest rozmawiać z człowiekiem twarzą w twarz, szukając rozwiązań, których nie ma. Chyba że sami je znajdziemy – mówi Mateusz. Stąd właśnie wziął się pomysł stworzenia Centrum Pomocy dla Bezdomnych, które miałoby być miejscem kompleksowej opieki medycznej, psychologicznej, terapeutycznej oraz socjalnej, gdzie na pierwszym miejscu będzie człowiek, nie koszty związane z udzieleniem mu pomocy. – Każdego dnia naszej pracy zderzamy się z tym, że pracujemy w szarej strefie – przestrzeni, którą nikt nie chce się zająć i stąd tak trudno o środki na stworzenie takiego miejsca. A im więcej pracujemy w terenie czy noclegowniach, tym bardziej dostrzegamy potrzebę jego powstania. Jednorazowe pomaganie na ulicy jest potrzebne, wiem, ale nie rozwiąże problemu.

Anna też wie, jak ważne jest stworzenie takiego miejsca: W ostatnim czasie miałam dość trudną sytuację. Jeden z naszym podopiecznych wymagał pomocy, której na Plantach nie mogliśmy zorganizować. Z grupką wolontariuszy przetransportowaliśmy go więc na SOR jednego z krakowskich szpitali. Tam jednak odmówiono mu pomocy, za przyczynę podając bezdomności. Nic nie mogliśmy zrobić i odwieźliśmy chorego w miejsce, które nam wskazał. To było dla nas bardzo trudne doświadczenie. Podczas odwiedzin kolejnego dnia, okazało się, że stan tego człowieka się pogorszył. – Próbowaliśmy zorganizować transport do innego szpitala, niestety bezskutecznie. Popołudniu sytuacja była już bardzo poważna – wózek, w którym siedział nasz podopieczny, stał w kałuży krwi. Wezwałyśmy pogotowie, na szczęście nie odmówiło pomocy i zabrało go do szpitala.

Po jakimś czasie Anna spotkała swojego pacjenta podczas dyżuru w noclegowni. Był już w dużo lepszym stanie. – Teraz widujemy się za każdym razem, kiedy jestem w noclegowni. Bardzo cieszy mnie, kiedy słyszę, że chce wyjść z bezdomności i planuje przyszłość. Mocno trzymam za to kciuki i mam nadzieję, że mu się uda.

Zanim fundacji uda się powołać centrum, już teraz można wesprzeć jej bieżące działania: przekazując darowiznę lub kupując jeden z zestawów opatrunkowych.No i oczywiście zapraszamy do wolontariatu – podkreśla Mateusz. – Szczególnie lekarzy i pielęgniarki, ale również wszystkich, którzy chcieliby się zaangażować w taką pomoc. Bardzo jej potrzebujemy.

Podczas ostatniego dyżuru na Plantach jeden z naszych podopiecznych zadał mi pytanie: dlaczego im pomagam? – mówi na zakończenie Anna. – Moja odpowiedź była natychmiastowa – bo chcę. Moim zdaniem, pomoc osobom w kryzysie bezdomności i biedy jest czymś, czego nie da się opisać słowami. Pomagając im, muszę wyjść z ciepłego domu, zrezygnować z kina czy spotkania ze znajomymi, żeby spędzić kilka godzin na Plantach, gdzie warunki są naprawdę trudne. Idę, bo chcę, bo mam taką możliwość, bo wiem, że czekają tam ludzie wielokrotnie poranieni przez los o wiele bardziej psychicznie niż fizycznie. Rany, jakie mają w swojej psychice są czasem boleśniejsze od tych fizycznych, z którymi się do nas zgłaszają. Zdarza się, że idę na Planty lub do noclegowni zrezygnowana i zniechęcona do wszystkiego, a po spotkaniu z naszymi podopiecznymi mam inne spojrzenie na własne życie i tak naprawdę to oni dają mi więcej niż ja im.

O wolontaryjnej działalności Anny, Gabrieli, Pawła i Mateusza jakiś czas temu, podczas jednej z rozmów pomiędzy zajęciami, dowiedział się dr Tomasz Sanak z Zakładu Medycyny Katastrof i Pomocy Doraźnej UJ CM, nauczyciel akademicki, pracownik krakowskiego Pogotowia Ratunkowego, którego naukowe zainteresowania skupiają się wokół tematu hipotermii. – Pomyślałem wtedy, że tych młodych ludzi powinna poznać cała społeczność akademicka. Żeby wiedzieli, że jesteśmy z nich dumni, że są przykładem dla innych. I że będziemy im kibicować.

 

Fot. Przystań Medyczna


Data publikacji: 18.03.2019



ZOBACZ GALERIĘ ZDJEĆ



Powrót